Odkąd pamiętam byłam osobą praktyczną. W taki przynajmniej sposób próbowałam wytłumaczyć swoje preferencje zakupowe, gdy byłam zmuszona odpowiadać na pytanie: Co chcesz dostać na Święta?

Nigdy nie przepadałam za „zbieraczami kurzu”. Mogłam iść do sklepu i pooglądać, ale żeby kupić, to już niekoniecznie.

Zawsze wolałam dostać na prezent coś praktycznego jak ubranie, czy chociażby garnek niż figurkę czy świeczkę do postawienia. Gdy inne osoby chciały mnie uszczęśliwiać takimi przedmiotami, zawsze pojawiała się w głowie lampka: Kto to będzie sprzątał?

Z tego pobieżnego wstępu możesz wysnuć wrażenie, że nie jestem osobą nadmiernie posiadającą rzeczy. Czy tak jest naprawdę?

 

Czy mam za dużo rzeczy?

Rzeczywiście przeróżnych ozdóbek, świeczek, rameczek i innych „ozdabiaczy” to może nie mam za wiele w mieszkaniu. Na szybko naliczyłam 6 obrazów, 2 świeczki – schowane na wypadek kolędy, 2 figurki – jedna pamiątka z Włoch, druga z Tanzanii, ale za to inne rzeczy, jak chociażby takie, które w mojej ocenie są praktyczne to już tak dobrze nie wygląda.

Jestem świeżo po przeczytaniu książki Jamesa Wallmana Rzeczozmęczenie. Jak żyć pełniej, posiadając mniej. Dlatego na fali książki zaczęłam zastanawiać się, w co tak naprawdę obrosłam w ciągu 20 lat dorosłego życia.

Czy potrzebuję to wszystko, co mam? Czy używam  to, co mam? Czy w ogóle wiem, co mam pochowane w szafach, pawlaczach i innych miejscach, do których nie zaglądam na co dzień?

 

Gdy dopada rzeczozmęczenie

Gdy uświadomiłam sobie, że stanowczo mam więcej, niż potrzebuję, używam oraz jest mi niezbędne, postanowiłam zrobić ….porządki.

Stanęłam jednak przed dylematem, wyrzucać czy oddać?

Na szczęście spotkałam się z Fundacją Sue Ride i ich sklepem charytatywnym, który przyjmuje używane ubrania oraz domowe przedmioty (muszą być czyste i niezniszczone). Dzięki temu mogłam pożegnać się z ubraniami, które określałam mianem: „może kiedyś się to przyda”, „może będzie to kiedyś modne”, „może się kiedyś w to zmieszczę”.

Jak widzisz, w moim przypadku kryterium selekcji było słowo KIEDYŚ.

Czy za którąś rzeczą zatęskniłam? Minęło kilka miesięcy i śmiało mogę powiedzieć, że ani razu nie pomyślałam o nich.

 

Sentymenty idą na bok, czyżby?

Gdy rozmawiałam z kilkoma znajomymi  i rodziną o rzeczozmęczeniu, uzasadnienie posiadania było dokładnie takie, jak opisał to w książce James Wallman:

  • może kiedyś mi się to jeszcze przyda (mimo, że masz już trzy takie wiertarki ale czwarta zawsze się przyda)
  • kwestie sentymentalne (dostałeś od kogoś, przypomina ci osobę, sytuację)

Całkowicie odmienną kwestią są stany chorobowe. Gdy zbieractwo wynika z choroby. Jednak takich przypadków nie będę tutaj omawiać.

Jak zastanawiałam się nad tym, co zgromadziłam w czasie swojego dorosłego życia, to najtrudniej rozstać się z rzeczami sentymentalnymi, które od kogoś dostałam lub przypominają mi  konkretne wydarzenia z życia. Dla jasności – zrobiłam selekcję i te które mają duże znaczenie emocjonalne, zostawiłam.

 

Czy tak naprawdę chodzi o pozbycie się rzeczy

James Wallman wyjaśnił, że tak, jak ludzie prześcigają się w posiadaniu coraz więcej i coraz droższych, nowocześniejszych rzeczy, tak samo jest z minimalistami.

Minimaliści chwalą się, że są w stanie przeżyć mają 40 rzeczy. A ja 38. A ja 35 …..

Swoisty wyścig minimalistów.

Do mnie jednak przemawia to, że posiadanie może mieć różne oblicza. Przykładowo, mój znajomy do pracy potrzebuje nowoczesnego sprzętu i taki kupuje. Jednak nie przywiązuje wagi do ubrań i ubiera się w odzieży używanej.  Zdaję sobie sprawę, że wykonując różne zawody, jak chociażby prawniczy wygląd jest ważny. Klienci oceniają nas po tym, jak wyglądamy i w ten sposób możemy wzbudzić zaufanie. Natomiast inne rzeczy będą dla prawnika mniej istotne, czy niezbędne dla wykonywanego zawodu.

Nie chodzi o pozbywanie się, ale świadome życie i odpowiedzialność za to, co mamy. Istotne staje się przesunięcie akcentów na doświadczenie, spotkanie, niż samo posiadanie.

Jedna z bohaterek książki tak to skomentowała:

 

Nie gromadzę rzeczy materialnych, ale też nie staram się od nich odcinać – Marianne Cantwell

Co tak naprawdę w życiu jest ważne

Koniec roku sprzyja podsumowaniom, refleksjom co za nami, a jakie plany rozwoju osobistego, rodzinnego, firmowego przed nami.

Jednak ani książka Wallmana ani inny poradnik typu „osiągnij szczęście w 7 dni” nie da odpowiedzi, co konkretnie dla ciebie jest ważne w życiu. To wymaga czasu i refleksji, gdyż między jednym a drugim zleceniem, telefonem, spóźnionym spotkaniem, tego po prostu nie da się zrobić.

 

Droga do zmiany

Autor książki Rzeczozmęcznie podaje 3 kroki do zmiany zachowań w zakresie gromadzenia dóbr materialnych na rzecz zbierania doświadczeń. Oto one:

  1. Odpocznijcie od przedmiotów

Pozbądźcie się rzeczy, których nie używacie, opróżnij szafy, komody, szafki kuchenne. Wyrzućcie buty, których nie nosicie, ładowarki do tych wszystkich gadżetów, których nie używacie.

  1. Nie wracajcie do starych nawyków

Po pozbyciu się wielu rzeczy może się okazać, że macie sporo miejsca w domu. Oprzyjcie się pokusie zapełniania szafek nowymi przedmiotami. Inaczej wrócicie do punktu wyjścia.

  1. Zagrajcie

J.Wallman proponuje zagranie w „Miliony Brewstera”. W skrócie chodzi o to, aby w ciągu określonego czasu, na przykład miesiąca wydać pieniądze, które zazwyczaj wydawaliście na dobra materialne, na kupno dóbr niematerialnych. Przykładowo, jeżeli w  danym miesiącu na ciuchy, gadżety itp. wydawaliście 800 zł to taką kwotę należy wydać na dobra niematerialne.

 

A może po prostu rozpocząć od postanowienia, że w czasie adwentu nie kupisz żadnego przedmiotu. To, jak wchodzisz w to??

 

Jeśli spodobał ci się artykuł, koniecznie podziel się nim ze znajomymi: